Piraci drogowi, macie przechlapane. Policja dostała nowe zabawki
ClacsonAutor
Jest taki szczególny rodzaj ciszy, jaki zapada w kabinie samochodu, gdy kierowca w lusterku wstecznym dostrzega nagle niebieskie światła tam, gdzie sekundę wcześniej było tylko puste, otwarte niebo. Do tej pory ta cisza miała w sobie odrobinę nadziei. Bo przecież radiowóz miał swoje ograniczenia, prawda? Silniczek nie ten, opony nie te, kierowca może akurat pił kawę. Otóż mam dla was złą wiadomość. Ta nadzieja właśnie umarła na lotnisku Warszawa-Babice, gdzie polskiej drogówce przekazano 44 (tak, tak, czterdzieści cztery) oznakowane BMW M340i xDrive. Nie, to nie pomyłka. Nie jakaś Skoda Octavia czy inna Kia Ceed. Prawdziwe BMW. 340 koni pod maską, napęd na cztery koła i dość mocy, by dogonić wszystko, co porusza się po polskich drogach z prędkością większą niż powinno. Do kompletu funkcjonariusze dostali laserowe mierniki prędkości LTI 20/20 TruCam II, czyli urządzenia, które nie tylko zmierzą, jak bardzo przekroczyliście dozwoloną prędkość, ale od razu was przy tym sfilmują, żebyście na sali sądowej nie próbowali tłumaczyć, że to nie wy, tylko wasz bliźniak. Ręcznych mierników ma trafić do służby 60, radiowozów 100. To nie jest pojedyncza dostawa sprzętu do jednego komisariatu. To jest uzbrojenie całej policyjnej armii.

Skąd ta nagła miłość do szybkich BMW?
Całość sfinansowano z unijnego programu Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko, co brzmi jak nazwa nadana przez komitet, który nienawidzi zwięzłości, ale w praktyce oznacza jedno: ktoś w Brukseli i Warszawie policzył, że tańsze auta drogówki po prostu nie dogonią współczesnych samochodów. I miał rację.
Przez lata polscy kierowcy żyli w błogiej świadomości, że jadąc czymkolwiek szybszym od oznakowanej Octavii, można spokojnie zniknąć za horyzontem, zanim funkcjonariusz zdąży dopić herbatę. Ta epoka właśnie się kończy, i to z hukiem sześciocylindrowego rzędowego silnika.
Fot. policja
Nowy rozdział w wojnie kot i mysz
Warto zrozumieć, co się właśnie wydarzyło. Przez dekady gra między kierowcą a policją przypominała pojedynek na przestarzały sprzęt z obu stron. Teraz role się odwróciły. To już nie jest sytuacja, w której zdezelowany radiowóz z trudem dogania srebrne Audi jadące 150 w terenie zabudowanym. Teraz radiowóz ma napęd na cztery koła, elektroniczne wspomaganie i tyle mocy, że dogoni niemal wszystko, co porusza się po asfalcie, łącznie z niejednym autem sportowym, które jego właściciel kupił właśnie po to, żeby nikt go nie dogonił.
Fot. policja
Co to oznacza dla zwykłego kierowcy
Otóż nic dramatycznego, o ile ktoś jeździ tak, jak powinien. Cała ta inwestycja, mimo całej mojej ironii, ma bardzo prozaiczny cel: mniej wypadków i mniej pogrzebów. Nowe radiowozy będą geraz sukcesywnie wysyłane do policyjnych komend w całym kraju. Dla mnie, jako kogoś, kto od zawsze uważał, że najprzyjemniejszą rzeczą na świecie jest wcisnąć pedał gazu do dechy na pustej drodze, to wszystko brzmi jak koniec pewnej epoki. Ale prawda jest taka, że ta epoka i tak dawno powinna się skończyć.
Jeśli więc ktoś zamierza w najbliższym czasie sprawdzić, ile faktycznie wyciąga jego samochód na krajowej dwójce, niech robi to na torze. Bo na drodze, od teraz, robi to razem z nim BMW M340i, które stoi gdzieś ukryte gdzieś za zakrętem, z laserem wycelowanym prosto w przednią szybę.
Fot. policja












