Dzień bez samochodu miał zmniejszyć korki. Kierowcy pokazali, co o tym myślą
ClacsonAutor
Dzisiaj, 22 września, Europa robi coś niezwykłego. Próbuje przekonać kierowców, żeby przez jeden dzień zostawili samochód pod domem. Nie chodzi o sprzedaż auta, awarię silnika ani mandat za parkowanie. Chodzi o Dzień bez Samochodu, czyli coroczną próbę pokazania mieszkańcom europejskich miast, że do pracy, szkoły czy sklepu można czasem dotrzeć inaczej niż za kierownicą własnego samochodu. Problem polega na tym, że wystarczy spojrzeć na ulice, żeby zorientować się, iż eksperyment po raz kolejny przebiega zgodnie z przewidywaniami. Samochodów jest mnóstwo.

W tym artykule:
- Dzień bez Samochodu. Skąd wziął się ten pomysł?
- Dlaczego kierowcy nie rezygnują z samochodu?
- Darmowa komunikacja publiczna nie przekonuje kierowców
- Dzień bez Samochodu, a korki jak każdego dnia
- Kierowcy mają swoje powody, żeby jechać samochodem
- Korki w mieście nie znają wyjątków
- SUV w Dniu bez Samochodu? Oczywiście
- Rowerzyści kontra kierowcy, czyli miejska codzienność
- Dlaczego Dzień bez Samochodu nie działa tak, jak zakładano?
- 22 września i wielki test dla kierowców
Dzień bez Samochodu. Skąd wziął się ten pomysł?
Pierwsze europejskie dni bez samochodu organizowano już pod koniec lat 90., a od 2002 roku 22 września jest finałem Europejskiego Tygodnia Mobilności organizowanego przy wsparciu Komisji Europejskiej. Idea jest prosta i, przynajmniej na papierze, całkiem rozsądna. Przez jeden dzień miasta mają zachęcać mieszkańców do korzystania z komunikacji publicznej, rowerów i własnych nóg, a przy okazji przypominać, że przestrzeń miejska nie została stworzona wyłącznie po to, żeby pomieścić jak najwięcej samochodów. Brzmi pięknie. Prawie jak reklama ekologicznego osiedla, na którym wszyscy jeżdżą rowerami, dzieci biegają po trawie, a nikt nigdy nie musi zawieźć o siódmej trzydzieści rano dziecka do szkoły znajdującej się po drugiej stronie miasta.
Fot. Jacek Jurecki
Dlaczego kierowcy nie rezygnują z samochodu?
W praktyce Dzień bez Samochodu ma jednak jeden fundamentalny problem. Samochód jest dla wielu ludzi czymś znacznie ważniejszym niż środkiem transportu. To członek rodziny, magazyn zakupów, garderoba awaryjna, schowek na narzędzia, klimatyzowane biuro, stołówka, a czasem nawet miejsce, w którym można przez piętnaście minut posiedzieć w ciszy i udawać, że świat nie istnieje. Proszę więc powiedzieć takiemu człowiekowi, że dzisiaj ma zostawić samochód w garażu, bo Europa organizuje święto mobilności. To trochę tak, jakby ktoś powiedział właścicielowi psa, że dzisiaj jest Dzień Bez Szczekania.
I oczywiście można powiedzieć, że kierowcy robią to z lenistwa. Można też twierdzić, że nie chce im się korzystać z transportu publicznego. Tyle że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Samochód daje coś, czego autobus czy tramwaj nie zawsze potrafią zapewnić: przewidywalność. Wsiadasz, ustawiasz temperaturę, wybierasz muzykę i jedziesz. Nie interesuje cię, czy autobus przyjedzie za trzy minuty, trzynaście czy może za dwadzieścia siedem, ponieważ właśnie postanowił zniknąć z rzeczywistości. Do tego dochodzą dzieci, zakupy, praca, przesiadki, deszcz, osoby starsze i wszystkie te drobne elementy codzienności, których nie widać w folderach reklamujących zrównoważoną mobilność.
Darmowa komunikacja publiczna nie przekonuje kierowców
Fot. Jacek Jurecki
A dzisiaj dochodzi jeszcze jeden argument, który powinien być dla kierowcy szczególnie interesujący. W wielu miastach organizowane są specjalne akcje, a w niektórych miejscach komunikacja publiczna jest tego dnia bezpłatna. Czyli teoretycznie wystarczy zostawić samochód i pojechać autobusem albo tramwajem. I tutaj dochodzimy do rzeczy naprawdę interesującej: nawet za darmo kierowcy nie chcą się przesiąść.
To jest moment, w którym wszystkie kampanie promocyjne powinny na chwilę przestać mówić o ekologii i zacząć zadawać sobie znacznie ciekawsze pytanie: dlaczego? Bo jeśli człowiek może dzisiaj pojechać komunikacją za darmo, a mimo wszystko odpala samochód, płaci za tak strasznie dzisiaj drogie paliwo, szuka miejsca parkingowego, stoi w korku i jeszcze musi wysłuchiwać wiadomości o podwyższonych cenach wszystkiego, to znaczy, że samochód daje mu coś, czego nie da się przeliczyć na kilka złotych za bilet. Daje mu poczucie kontroli.
Dzień bez Samochodu, a korki jak każdego dnia
Oczywiście jest to poczucie kontroli bardzo osobliwe, ponieważ człowiek siedzący w samochodzie przez czterdzieści minut w korku nie kontroluje absolutnie niczego. Kontroluje co najwyżej temperaturę nawiewu i playlistę. Samochód stoi, autobus obok również stoi, rowerzysta przejeżdża obok i człowiek zaczyna się zastanawiać, dlaczego właściwie kupił samochód z dwulitrowym silnikiem, skoro przez ostatnie dwadzieścia minut jego największym osiągnięciem było przesunięcie się o długość maski.
I właśnie dlatego dzisiejsze korki są tak zabawne. Miasto organizuje Dzień bez Samochodu, zachęca mieszkańców do korzystania z transportu publicznego, promuje rowery, spacery i ograniczenie ruchu samochodowego, a kierowcy odpowiadają na to w sposób najbardziej motoryzacyjny z możliwych. Odpalają silniki.
Kierowcy mają swoje powody, żeby jechać samochodem
To trochę jak urządzenie Dnia Bez Cukru w cukierni i odkrycie o ósmej rano, że przed wejściem stoi kolejka po pączki. Najbardziej fascynujące jest jednak to, że kierowcy często wcale nie uważają się za część problemu. Każdy z nich ma przecież bardzo dobry powód, żeby jechać właśnie dzisiaj. Jeden musi zawieźć dziecko. Drugi ma spotkanie. Trzeci ma zakupy. Czwarty twierdzi, że komunikacją publiczną jedzie dwa razy dłużej. Piąty mieszka tak daleko od przystanku, że zanim dotarłby do autobusu, samochodem byłby już na miejscu. I każdy ma rację. Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy tych indywidualnie uzasadnionych decyzji jest kilkaset tysięcy. Wtedy powstaje korek.
Fot. Jacek Jurecki
Korki w mieście nie znają wyjątków
Korek jest zresztą jednym z najbardziej demokratycznych wynalazków współczesnej Europy. Nie obchodzi go, czy masz starego Fiata, luksusowego SUV-a, elektryka za ćwierć miliona czy samochód służbowy z leasingu z VEHIS. Wszyscy stoicie razem. Kierowca miejskiego hatchbacka stoi obok prezesa firmy. Rodzic w kombi stoi obok człowieka w sportowym coupe. Wszyscy mają klimatyzację, wszyscy mają nawigację i wszyscy wiedzą, że powinni byli wyjechać dziesięć minut wcześniej. Nikt nie wyjechał.
SUV w Dniu bez Samochodu? Oczywiście
Szczególnie interesującym bohaterem Dnia bez Samochodu jest właściciel dużego SUV-a. Człowiek taki kupił samochód, który spokojnie mógłby przejechać przez pustynię, przeprawić się przez rzekę i prawdopodobnie uratować załogę promu podczas sztormu, po czym używa go głównie do przejechania sześciu kilometrów z domu do biura. Po drodze pokonuje trzy ronda, cztery światła i jeden próg zwalniający.
Dzisiaj mógłby pojechać autobusem. Ale nie pojedzie. Bo przecież nigdy nie wiadomo. Nigdy nie wiadomo, kiedy podczas drogi do pracy pojawi się potrzeba holowania przyczepy z jachtem przez centrum miasta.
Rowerzyści kontra kierowcy, czyli miejska codzienność
Rowerzyści natomiast patrzą na to wszystko z charakterystycznym spokojem ludzi, którzy już dawno zaakceptowali fakt, że świat jest dziwny. Przejeżdżają obok stojących samochodów, mijają kierowców zastanawiających się, czy da się jeszcze wyprzedzić korek poboczem, i jadą dalej. Oczywiście również nie są święci. Mają swoje światła, swoje dzwonki, swoje ścieżki, które nagle kończą się w najbardziej absurdalnym miejscu, oraz swoje wojny z pieszymi i kierowcami. Ale przynajmniej dzisiaj mogą powiedzieć, że potraktowali święto poważnie.
Fot. Jacek Jurecki
Dlaczego Dzień bez Samochodu nie działa tak, jak zakładano?
Największym problemem Dnia bez Samochodu nie jest jednak samochód. Jest nim człowiek. Bo samochód sam z siebie nigdzie nie jedzie. To człowiek rano wstaje, pije kawę, bierze kluczyki i podejmuje decyzję, że właśnie dzisiaj, 22 września, kiedy cała Europa zachęca go do pozostawienia auta, on jednak pojedzie. I trudno się temu człowiekowi dziwić, jeśli przez lata przyzwyczaił się do tego, że samochód jest najwygodniejszym sposobem poruszania się po mieście. Jeśli komunikacja jest niewygodna, przesiadki są uciążliwe, a droga do przystanku zajmuje tyle samo czasu co część podróży, trudno oczekiwać cudownej przemiany tylko dlatego, że ktoś wydrukował plakat z rowerem.
Dzień bez Samochodu ma więc pewien zabawny paradoks. Żeby przekonać ludzi do zostawienia samochodów, nie wystarczy powiedzieć im, że samochody są złe. Trzeba sprawić, żeby alternatywa była naprawdę wygodna. Bo człowiek jest leniwym stworzeniem. Jeśli może wybrać rozwiązanie proste, wybierze proste. Jeśli może pojechać bez przesiadki, nie będzie marzył o trzech przesiadkach. Jeśli może zabrać dziecko, zakupy i psa do jednego samochodu, nie będzie kalkulował, jak zmieścić to wszystko w autobusie.
22 września i wielki test dla kierowców
I dlatego dzisiejszy dzień jest tak interesujący. Nie dlatego, że nagle wszyscy porzucą samochody, bo nie porzucą. Nie dlatego, że miasta przestaną mieć korki, bo nie przestaną. Nie dlatego nawet, że kierowcy nagle odkryją, iż autobus jest fantastycznym wynalazkiem, bo nie odkryją. Dzisiejszy dzień pokazuje coś znacznie ciekawszego. Samochód jest w Europie tak mocno wrośnięty w codzienne życie, że nawet dzień poświęcony jego nieużywaniu potrafi wyglądać jak zwykły dzień roboczy.












