Zamiast wyremontować most, postawili mur. W Połczynie-Zdroju wydarzyło się coś absurdalnego
ClacsonAutor
Wiadukt przez lata niszczał, aż w końcu trzeba było go zamknąć. Remont wyceniono na około 7 mln zł, ale pieniędzy nadal nie ma. Jest za to betonowy mur, 400 metrów szutrowej drogi i rozwiązanie, które mieszkańcom trudno uznać za poważne.

W tym artykule:
- Wiadukt niszczał przez 20 lat. Finał zaskoczył nawet urzędników
- Remontu nie ma, ale 400 metrów drogi powstało błyskawicznie
- Najbardziej kuriozalne jest to, że decyzja o zamknięciu była podobno zaskoczeniem
- Nocą kierowców przed murem ostrzega... „niemiecka policja”
- Remont ma kosztować około 7 mln zł. Pieniędzy wciąż nie ma
- Mieszkańcy zebrali już setki podpisów
- Najszybciej powstał mur. Teraz wszyscy czekają na most
- Trudno byłoby wymyślić lepszą puentę.
Wiadukt niszczał przez 20 lat. Finał zaskoczył nawet urzędników
Gdyby ktoś kiedyś kazał mi zaprojektować pomnik polskiej urzędniczej pomysłowości, nie budowałbym żadnej rzeźby. Postawiłbym mur. Najlepiej dokładnie taki, jaki stanął ostatnio na wiadukcie w Połczynie-Zdroju: solidny, betonowy, dumny ze swojej bezużyteczności i postawiony z takim rozmachem, że aż żal, iż nikt nie pomyślał o nim wcześniej, kiedy trzeba było po prostu naprawić most.
Historia jest banalnie prosta, co czyni ją tym bardziej irytującą. Wiadukt kolejowy, będący ważnym połączeniem tej części miasta z resztą Połczyna-Zdroju, przez około dwie dekady stopniowo niszczał. Ekspertyzy pojawiały się w dokumentach, urzędnicy się zmieniali, a konstrukcja pozostawała nierozwiązanym problemem. W końcu stan techniczny obiektu stał się na tyle poważny, że konieczne było całkowite zamknięcie przeprawy.
I tutaj zaczyna się najlepsza część tej historii.
Zamiast remontu pojawił się mur. A właściwie dwa mury, po obu stronach wiaduktu, żeby nikt nie miał wątpliwości, że tędy już się nie przejedzie ani nie przejdzie.
Remontu nie ma, ale 400 metrów drogi powstało błyskawicznie
Nazwanie tego prowizorką byłoby chyba nadużyciem wobec samego słowa „prowizorka”. Miasto w rekordowym tempie wybudowało około 400 metrów szutrowej drogi zastępczej. Trudno nie zauważyć ironii: kiedy trzeba było znaleźć rozwiązanie awaryjne, wszystko poszło wyjątkowo sprawnie. Kiedy przez lata trzeba było zająć się samym wiaduktem, sprawa wyglądała zupełnie inaczej.
Droga nie ma chodników. Piesi muszą więc korzystać z tej samej przestrzeni co samochody, a w przypadku deszczu dochodzą jeszcze błoto i zdecydowanie mniej komfortowe warunki. Dla mieszkańców nie jest to jednak wyłącznie kwestia wygody. Po drugiej stronie wiaduktu mieszkają rodziny z dziećmi, w tym osoby korzystające z wózków inwalidzkich. Codzienne funkcjonowanie w takiej sytuacji staje się zwyczajnie trudniejsze.
Fot. Kamil
Władze miasta musiały oczywiście zabezpieczyć zamknięty wiadukt, bo skoro ekspertyza wykazała zagrożenie, przeprawa nie mogła dalej funkcjonować jak wcześniej. Tyle że mieszkańcy mogą mieć uzasadnione pytanie: dlaczego przez 20 lat nie udało się doprowadzić do remontu, a teraz tak szybko udało się zorganizować rozwiązanie zastępcze, które jest dalekie od komfortowego?
Fot. Kamil
Najbardziej kuriozalne jest to, że decyzja o zamknięciu była podobno zaskoczeniem
W całej sprawie jest jeszcze jeden szczegół, który brzmi jak gotowy scenariusz satyry. Urzędnicy przyznają, że nie spodziewali się całkowitego zamknięcia wiaduktu. Wcześniej zakładano, że być może wystarczy ograniczenie tonażu, jednak przeprowadzona ekspertyza pokazała, że stan konstrukcji jest na tyle poważny, iż trzeba było podjąć znacznie bardziej radykalną decyzję.
Fot. Kamil
Trudno nie zadać sobie pytania, jak można być zaskoczonym koniecznością zamknięcia obiektu, który od około 20 lat czekał na rozwiązanie problemu. To trochę jak niepłacenie rachunku za prąd przez dwie dekady i autentyczne zdziwienie, kiedy w końcu ktoś wyłączy bezpieczniki. Niby niespodziewane, a jednak odrobinę przewidywalne.
W tym przypadku finałem nie jest jednak ciemność, lecz betonowa ściana.
Nocą kierowców przed murem ostrzega... „niemiecka policja”
Fot. Kamil
A skoro już jesteśmy przy ciemności, nowa droga zastępcza nie jest oświetlona. (*). Jest za to wąska, kręta i prowadzi w kierunku miejsca, w którym kierowca może natknąć się na świeżo postawiony betonowy mur. To zestawienie nie brzmi szczególnie dobrze, zwłaszcza po zmroku.
Mieszkańcy Połczyna-Zdroju opowiadają o Kamilu, Polaku mieszkającym w Szwecji, który przyjeżdża do miasta swoim Volkswagenem Passatem obklejonym napisami „POLIZEI”. Samochód od dawna wzbudza zainteresowanie, bo z daleka przypomina radiowóz, choć oczywiście nim nie jest. Tym razem jednak właściciel postanowił wykorzystać jego nietypowy wygląd w wyjątkowo praktyczny sposób.
Fot. Kamil
Po prostu zaparkował auto przed betonowym murem. Jak nam powiedział, zrobił to po to, aby ostrzec kierowców, którzy nocą mogliby nie zauważyć, że droga jest zamknięta i zamiast pojechać dalej, wylądowaliby na betonowej przeszkodzie.
Trudno o bardziej absurdalną ironię. Samochód udający niemiecką policję miał tym razem pełnić funkcję, którą normalnie powinno zapewnić odpowiednie oznakowanie i zabezpieczenie drogi. Mieszkańcy żartują, że to nie pierwszy przypadek, kiedy fałszywa „polizei” Kamila rzeczywiście komuś pomogła, zamiast tylko wywoływać nerwowe reakcje prawdziwych funkcjonariuszy.
Fot. Kamil
Remont ma kosztować około 7 mln zł. Pieniędzy wciąż nie ma
Władze miasta tłumaczą sytuację przede wszystkim pieniędzmi. Wstępny koszt remontu wiaduktu oszacowano na około 7 mln zł, a próby zdobycia dofinansowania z zewnętrznych programów przez lata nie przynosiły oczekiwanego rezultatu. Trudno udawać, że siedem milionów złotych to drobny wydatek, który można znaleźć w miejskiej kasie między pieniędzmi na ławki a zakupem kilku koszy na śmieci.
Problem polega jednak na czymś innym. Można zrozumieć brak środków na kompleksowy remont. Można również zrozumieć konieczność zamknięcia obiektu, jeśli jego stan techniczny rzeczywiście zagraża bezpieczeństwu. Znacznie trudniej zrozumieć sytuację, w której przez dwadzieścia lat nie udało się znaleźć rozwiązania, a końcowym efektem jest postawienie muru i zorganizowanie szutrowego objazdu.
To trochę tak, jakby nie było nas stać na naprawę dziury w dachu, więc zamiast tego postanowilibyśmy postawić przed nią dekoracyjną ściankę. Problem nadal przecieka, ale przynajmniej nie widać go z korytarza.
Mieszkańcy zebrali już setki podpisów
Mieszkańcy najwyraźniej mają już dość czekania. Pod petycją dotyczącą sytuacji wiaduktu zebrano około 400 podpisów. Ich oczekiwania nie wydają się szczególnie wygórowane: chcą wiedzieć, kiedy most zostanie wyremontowany i kiedy przeprawa będzie mogła ponownie służyć mieszkańcom.
I trudno się temu dziwić. Przez lata problem można było odkładać, ale zamknięcie wiaduktu sprawiło, że jego konsekwencje stały się codziennością. Teraz nie da się już udawać, że niszczejąca konstrukcja jest wyłącznie problemem przyszłości.
Pozostaje więc pytanie, na które mieszkańcy chcieliby dostać konkretną odpowiedź: kiedy właściwie rozpocznie się remont?
Najszybciej powstał mur. Teraz wszyscy czekają na most
Cała historia byłaby nawet zabawna, gdyby nie fakt, że dotyczy realnego problemu mieszkańców. Betonowy mur sam w sobie nie jest przecież największym absurdem. Jeśli wiadukt rzeczywiście groził zawaleniem, należało go zamknąć i zabezpieczyć. Problem zaczyna się wtedy, gdy tymczasowe rozwiązanie zaczyna przypominać jedyny element inwestycji, który rzeczywiście udało się szybko zrealizować.
Przez około 20 lat wiadukt czekał na remont. Teraz mieszkańcy czekają przed murem. Miasto potrzebuje około 7 mln zł, aby przywrócić przeprawę do normalnego funkcjonowania, a tymczasem kierowców przed betonową przeszkodą po zmroku ostrzega samochód z napisem „POLIZEI”.
Trudno byłoby wymyślić lepszą puentę.
Ktoś w Połczynie-Zdroju najwyraźniej pomylił remont mostu z budową muru berlińskiego. Różnica jest tylko taka, że ten drugi upadł. Pytanie brzmi, ile będziemy czekać na upadek tego pierwszego.
Czytaj również: Polizei na samochodzie ze Szwecji zakazane w Polsce. Co na to Konwencja Wiedeńska?
(*) Właśnie dostaliśmy informację od Kamila, który udokumentował i przekazał nam informacje o tej kuriozalnej sytuacji, że pojawiło się oświetlenie na tej szutrowej drodze objazdowej.












